10.07.2013r.
Moja matka zadzwoniła do mnie, pierwsza więc się lekko zdziwiłam bo to zawsze ja musiałam dzwonić dziesięć razy by w końcu odebrała.
-Hej, mamo? Coś się stało?-Zapytałam z niepokojem w głosie.
-Można tak powiedzieć, ale wyjaśnię ci jak będziesz na miejscu.
-Na miejscu?! O czym ty mówisz?!-Uniosłam głos, bo ta rozmowa coraz bardziej przestała mi się podobać.
-No tak, powinnam cię wpierw uprzedzić o moich planach. Córeczko, chcę byś wróciła do Londynu, do mnie.
-Co?! Nie ma mowy! Mam tu pracę, dom, przyjaciół...-Nie mogłam dokończyć bo moja rodzicielka mi przerwała.
-A powiedz mi czego tam NIE MASZ?-Zaakcentowała ostatnie dwa słowa- Nie masz tam rodziny, i nie masz kogoś, kto by cię wspierał, kochał i traktował tak jak na to zasługujesz. A nie, tego całego twojego Troya.
-Do czego zmierzasz?-Zapytałam już na granicach wytrzymałości.
-Tanya, wczoraj do Londynu przyjechał On. Pytał się o ciebie i powiedział że mu głupio że tak postąpił i chciał byś...-Nie dałam dokończyć mojej "matuli" bo rodziła się we mnie furia.
-Nie! Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie wrócę do Londynu i tym bardziej nie wrócę do niego! Nie pamiętasz jak się przez niego czułam?! Nie pamiętasz jak nie spałaś prawie całą noc, tylko uspokajałaś mnie przy każdym koszmarze bo krzyczałam na cały dom?! Ja go mamo przyłapałam na zdradzie a ty jeszcze go bronisz?! Nie chcę mieć z nim nic wspólnego i to uszanuj. Mam go dosyć, bo przez niego zmarnowałam sobie cztery lata życia! A i dla twojej wiadomości, zerwałam z Troyem, bo zaczął popadać w nałogi i złe towarzystwo, przez co się zmienił. Ale wiesz co różni moje rozstanie z Troyem od rozstania z Bradleyem? To że z Troyem uzgodniliśmy to na spokojnie i jesteśmy nadal przyjaciółmi. A Brad?! Przez cztery lata wmawiał mi że mnie kocha, a później co? Nakrywam go z jakąś pustą, laską jak się obściskują w klubie! I najlepsze jest w tym wszystkim to, że on to zrobił to świadomie, a okazało się że laska była tak pijana, że jak z nim zerwałam a on przyleciał do niej by się pocieszyć, ona go nie pamiętała! I to mnie zawsze rozbawiało. I to jedyna moja pozytywna myśl w tym wszystkim. Nie wiem czemu go bronisz, ale on na pewno nie spełnia żadnych warunków które wymieniłaś. Ja i tak nie mogłabym mu drugi raz zaufać. Po prostu nie potrafiłabym i tyle. I nie decyduj za mnie, za moimi plecami dobrze?! Nie życzę sobie byś mi męża szukała, jeszcze patrząc na to ze twój kandydat to mój ex którego wręcz nienawidzę.
-Ale Tanya! Ty musisz do niego wrócić! On naprawdę żałuje, chciałby cię odzyskać. Naprawdę, to widać że on cie nadal kocha! Widzę to w jego oczach!- I nagle moja rodzicielka zorientowała się ze powiedziała o kilka słów za dużo bo rozpoznałam dźwięk ręki, z plaskiem padającej na jej usta.
-Jak to widzisz? Mamo, czy może przypadkiem Brad nie jest u ciebie i przysłuchuje się naszej rozmowie?-Gotowało się we mnie a w słuchawce panowała cisza. Już miałam coś zacząć krzyczeć ale nagle ktoś przejął słuchawkę i zaczął mówić.
-Halo? Tanya...-Usłyszałam Ten głos. Lekko zachrypnięty, niski głos już dorosłego,
STOP. Nie możesz teraz tak o Nim myśleć. To zwyrodnialec i potraktował cię jak szmatę.
-Nie chcę z tobą rozmawiać Bradley! Nienawidzę cię i nie wrócę do ciebie, zapomnij! Mam prawo być na ciebie wściekłą. Mało tego, ja mam cię ochotę udusić, za to jak mnie zraniłeś i że zmarnowałeś mi cztery lata życia sukinsynie!-Już nie panowałam nad sobą. Krzyczałam ile wlezie, bo byłam na serio wściekła że urządzają se za moimi plecami jakieś plany jak by przekonać mnie do tego bym wróciła do tego skurwiela!Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać.
-Tanya, wiem że cię skrzywdziłem i bardzo tego żałuje. Chciałbym cofnąć czas i jakoś nie dopuścić do tego co wydarzyło się między mną a tą dziewczyną w tym klubie. Musisz mi uwierzyć, kocham cię i nic i nikt tego nie zmieni. Nie wiedziałem że się wyprowadziłaś bo z zespołem mieliśmy koncerty więc nie miałem okazji dopytać o ciebie kogoś ze znajomych lub rodziny. Gdybym wiedział, od razu bym przyleciał do ciebie i błagał, nawet na kolanach byś do mnie wróciła. Proszę, daj mi szansę i wróć do Londynu.
-Nie, Bradley. Nie umiałabym ci zaufać drugi raz. I mam tu pracę, przyjaciół, dom. Nie mogę wszystkiego tak zostawić! I mam dosyć Londynu, po prostu nienawidzę tego miasta. Daj mi moją mamę a ciebie żegnam.
-Ale...-Chciał coś powiedzieć ale mu przerwałam.
-Powiedziałam wszystko co miałam ci do powiedzenia, a teraz daj mi moją matkę do telefonu.
-Halo?- Po dziesięciu sekundach odezwała się ma rodzicielka.
-Musiałaś nie? Musiałaś się wtrącić, musiałaś wszystko popsuć. Nie mam zamiaru wracać do Londynu a Bradleya mam gdzieś. Przyjmij to do świadomości że nie możesz przez całe życie mną rządzić i mnie kontrolować. Jestem dorosła i sama wiem co jest dla mnie dobre, a twoja pomoc, jeśli chodzi o Bradleya to nie popisałaś się zbytnio. Myślałam że mnie rozumiesz i że wiesz co przeżywałam po rozstaniu z nim. A ty tego nie rozumiesz.-Już zaczęły mi lecieć łzy po policzkach, sprawiając, że me oczy powoli zaczęły się czerwienić i puchnąć.- Ja po prostu ... Ja...Cię... Ugh, nienawidzę cie!-Krzyknęłam z płaczem i się rozłączyłam.
A teraz nie mam z nią kontaktu, dosłownie żadnego. Ona nie dzwoni do mnie, ani ja do niej. Nie myślę o niej bo od razu smutnieję, a nikt nie wie o moich problemach rodzinnych, i nadal nie chcę by ktokolwiek się dowiedział.
Z rozmyśleń wyrwał mnie alarm, który mówi że pora się zbierać do pracy. Pobiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, po czym rozczesałam, wysuszyłam i jeszcze raz rozczesałam włosy. Owinęłam się ręcznikiem i pobiegłam do garderoby wybrać ciuchy, na dzisiaj. Szybko wybrałam jakiś zestaw i poszłam do pokoju ubrać się.
Stanęłam przed lustrem i się przejrzałam. Szybko spięłam włosy w niedbałego koka, zgarnęłam telefon, klucze, torebkę i płyty z piosenkami.
Z prędkością światła weszłam do samochodu i przekręciłam kluczyk w stacyjce i ruszyłam w drogę.
Po piętnastu minutach byłam już w budynku mojej pracy. Okazało się że niepotrzebnie się tak śpieszyłam bo nagle dostałam sms-y od każdego z zespołu, że się spóźni i jakoś to tłumaczył. Westchnęłam ciężko na samą myśl że jeszcze przez dobre półtorej godziny będę w tym budynku siedzieć sama jak palec. Po chwili pomyślałam sobie, że mała rozgrzewka się przyda, i przynajmniej jakoś zabiję tym nudę. Poszłam z rzeczami do szatni i przebrałam się w mój strój który zawsze brałam na próby by się nie spocić za bardzo i by było wygodniej tańczyć. Weszłam do dużej, pustej sali pełnej luster. Podeszłam do okna, gdzie znajdywał się odtwarzacz i włożyłam pierwszą płytę. Postanowiłam przećwiczyć parę układów zanim przyjdzie reszta, i może przy okazji przyjdzie mi do głowy jakiś nowy ruch.
I rzeczywiście, po dwudziestu minutach tańca przyszedł mi do głowy nowy ruch.
Powtarzałam go sobie i wiedziałam że coś mi tu nie gra, że czegoś brakuje, i postanowiłam wpleść na koniec obrót. Chciałam wypróbować, i gdy się obróciłam zobaczyłam że ktoś stoi w drzwiach i mi się przygląda. Przeraziłam się i pisnęłam ze strachu na co Ten Ktoś się zaśmiał. Przyjrzałam mu się bardziej,gdy opanowałam strach. Miał ciemne włosy i grzywkę na bok, niebieskie, małe oczka a rysy twarzy jak u rzeźby, gładkie i nieskazitelne.
-Jestem latynoską. Pochodzę z Hiszpanii, ale od piątego roku życia mieszkałam w Londynie z matką. Trzy lata temu przeprowadziłam się do LA.Po piętnastu minutach byłam już w budynku mojej pracy. Okazało się że niepotrzebnie się tak śpieszyłam bo nagle dostałam sms-y od każdego z zespołu, że się spóźni i jakoś to tłumaczył. Westchnęłam ciężko na samą myśl że jeszcze przez dobre półtorej godziny będę w tym budynku siedzieć sama jak palec. Po chwili pomyślałam sobie, że mała rozgrzewka się przyda, i przynajmniej jakoś zabiję tym nudę. Poszłam z rzeczami do szatni i przebrałam się w mój strój który zawsze brałam na próby by się nie spocić za bardzo i by było wygodniej tańczyć. Weszłam do dużej, pustej sali pełnej luster. Podeszłam do okna, gdzie znajdywał się odtwarzacz i włożyłam pierwszą płytę. Postanowiłam przećwiczyć parę układów zanim przyjdzie reszta, i może przy okazji przyjdzie mi do głowy jakiś nowy ruch.
I rzeczywiście, po dwudziestu minutach tańca przyszedł mi do głowy nowy ruch.
Powtarzałam go sobie i wiedziałam że coś mi tu nie gra, że czegoś brakuje, i postanowiłam wpleść na koniec obrót. Chciałam wypróbować, i gdy się obróciłam zobaczyłam że ktoś stoi w drzwiach i mi się przygląda. Przeraziłam się i pisnęłam ze strachu na co Ten Ktoś się zaśmiał. Przyjrzałam mu się bardziej,gdy opanowałam strach. Miał ciemne włosy i grzywkę na bok, niebieskie, małe oczka a rysy twarzy jak u rzeźby, gładkie i nieskazitelne.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.-Powiedział nadal lekko rozbawiony chłopak. Wyglądał na mniej więcej mojego wieku.- Szukałem kogoś ale nikogo nie widziałem, a jak usłyszałem muzykę to pomyślałem że jest może nadzieja.-Zaśmiał się. Miał taki piękny uśmiech, widać że często się śmieje bo ma urocze, lekkie zmarszczki od uśmiechu.-Jestem Louis, miło mi.-Przywitał się i podał mi rękę.
-Tanya, mi również.-Uśmiechnęłam się szeroko i podałam mu rękę.
-Tanya? Piękne imię! Nigdy go nie słyszałem.-Zarumieniłam się lekko na słowa chłopaka.
-Dzięki. A jeśli mogę spytać, kogo szukałeś?
-Yyy, czekaj-Zaczął grzebać w kieszeni i wyjął jakąś karteczkę: Szukam nijakiego Jack'a Malowsa.-Szukał mego szefa.
-Ach tak. Szefa na razie nie ma, wszyscy przyjdą dopiero za jakąś godzinę.-Powiedziałam chłopakowi.
-Więc pracujesz tu. No tak, przecież tu pracują sami tancerze, to wyjaśnia to, czemu tańczyłaś tu w sali. Pewnie przeszkodziłem ci w próbie co?-Powiedział lekko speszony chłopak.
-Nie! No co ty. To tylko tak na zabicie nudy, przyda mi się towarzystwo. Jak chcesz, to możesz zostać tu i poczekać na szefa.-Uśmiechnęłam się do chłopaka po czym usiadłam na jednym z krzeseł i zaprosiłam gestem chłopaka by uczynił to co ja.
-A więc, od kiedy tu pracujesz?-Zapytał odważnie mój towarzysz po chwili ciszy.
-Od trzech lat. Pracę załatwił mi mój kolega, którego poznałam jako pierwszego odkąd się tu wprowadziłam. Jest moim sąsiadem.-Uśmiechnęłam się lekko do chłopaka, widząc z jakim zainteresowaniem wsłuchiwał się w moją wypowiedź.
-Aha czyli nietutejsza.- Zaśmiał się cicho.-Jak nie stąd, to skąd pochodzisz?-Zapytał otwarcie, co mnie trochę zdziwiło co i również ucieszyło. Sama jestem typem otwartego i odważnego człowieka, i nie lubię takich którzy boją się poznawać ludzi.
-A więc, od kiedy tu pracujesz?-Zapytał odważnie mój towarzysz po chwili ciszy.
-Od trzech lat. Pracę załatwił mi mój kolega, którego poznałam jako pierwszego odkąd się tu wprowadziłam. Jest moim sąsiadem.-Uśmiechnęłam się lekko do chłopaka, widząc z jakim zainteresowaniem wsłuchiwał się w moją wypowiedź.
-Aha czyli nietutejsza.- Zaśmiał się cicho.-Jak nie stąd, to skąd pochodzisz?-Zapytał otwarcie, co mnie trochę zdziwiło co i również ucieszyło. Sama jestem typem otwartego i odważnego człowieka, i nie lubię takich którzy boją się poznawać ludzi.
-Wow, to rzeczywiście nietutejsza! Ale ja ślepy, przecież to od razu widać!-Przeraziłam się monologiem chłopaka. Jak to widać?! Nie rozumiem... Po chwili zlustrował wzrokiem całą mą sylwetkę i po chwili zatonął w mych oczach. Czułam się lekko niezręcznie, i trochę onieśmielona co wykazywały moje lekkie rumieńce na policzkach. Zaraz, ja nigdy się nie rumieniłam! Jak i nigdy nie czułam się w żadnej chwili, w żaden sposób niezręcznie i ani trochę onieśmielona! Co ten chłopak ze mną wyprawiał?! Jego tęczówki wywiercały dziurę w moim mózgu doprowadzając do tego że przestałam myśleć.- Przecież to niemożliwe żeby tak piękna dziewczyna była zwykłą amerykanką! Latynoski mają taką specyficzną urodę, mają w sobie taki urok jak żadna inna. A twoja uroda po prostu oślepia. Nigdy nie widziałem tak porażająco pięknej kobiety jak ty. I jeszcze jesteś taka otwarta, zabawna, odważna i te twoje urocze rumieńce na policzkach.- I w tym momencie dotknął mojego policzka prawą ręką zewnętrzną stroną palców nadal patrząc mi w oczy.-Oderwać od ciebie nie mogę wzroku odkąd tu przyszedłem , wiem że znamy się dopiero zaledwie dziesięć minut, ale chciałbym cię lepiej poznać. Sorry że tak prosto z ostu ale taki jestem. Co poradzić.-Uśmiechnął się do mnie szeroko, ukazując szereg idealnych, śnieżnobiałych zębów. Zamarłam. Widok jego uśmiechu, kurwa czy ten koleś występuje w reklamie colgate?!
-Wiesz, nie przeszkadza mi że jesteś tak otwarty. Sama taka jestem i nie przeszkadza mi to. I też chętnie poznałabym cię lepiej.-Odwzajemniłam uśmiech najlepszym na jaki było mnie stać. W tym momencie do sali wparował mój "drogi" szef. Wprawdzie lubię go bardzo, przyjaźnimy się ale nienawidzę go za to że przerwał mi i Louis'owi.
-O, Tomlison przepraszam że musiałeś tyle czekać, ale miałem małe problemy i...-Nie mógł dokończyć bo przerwał mu chłopak.
-Nie ma sprawy, rozumiem. I całkiem fajnie spędziłem ten czas.- I wtedy spojrzał na mnie. Szef także skierował swe narządy wzrokowe w moją stronę z miną pełną pochwały i szczęścia.
-To dobrze, to co. Tym razem jakie plany na przyszły koncert?-Zapytał szef chłopaka.
-Potrzebujemy pięciu tancerek i w tło resztę ekipy. Mamy promować nową płytę "Midnight Memories" i chcemy by każdy z nas miał jakąś tancerkę jako towarzyszkę. Dziewczyna będzie tańczyła z chłopakiem i będą się zachowywali jak para.-I wtedy dosłownie oniemiałam. Miałam ciche nadzieje że szef wybierze mnie na towarzyszkę Louis'a.
-Bardzo ciekawe i oryginalne.Ale i świetne! Zaraz przyjedzie reszta to wybierzesz tancerki i później obgadacie kto z kim... No wiecie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz