czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 3

                                                                      ***Tanya***
-A więc Latynoska. To by wyjaśniało tą nieziemską urodę- Odezwał się zielonooki, a ja czułam że zaraz zapadnę się pod ziemię. Chłopak uśmiechał się uwodzicielsko w moją stronę a ja odwracałam wzrok za wszelką cenę unikając z nim kontaktu wzrokowego.Gdy tak zmieniałam co chwilę kierunek mojego wzroku, padł on nagle na Louis'a. Ten rozmawiał o czymś zaciekle z resztą 'bandy', co mnie kompletnie nie interesowało. Gdy tak go lustrowałam wzrokiem coś do mnie dotarło. Coś, co wywołało u mnie ulgę i jednocześnie małe zakłopotanie i poczucie winy. 
Ty go nie kochasz! To tylko zauroczenie, które zapewne wywołuje w każdej spotkanej kobiecie. Bo tak, jest sławny, bogaty, przystojny i wpływowy. Ideał! Ale nie wiem czy mój...
-Tanya!-Z moich myśli wyrwał mnie Lou, machając mi przed twarzą ręką.-Wszystko w porządku?-Zapytał się lekko zmartwiony chłopak.
-Tak, oczywiście.-Uśmiechnęłam się do niego lekko. Pan marchewka usiadł z powrotem na swoje miejsce już z o wiele weselszym wyrazem twarzy i wyraźną ulgą.
                                                                     ***Louis*** 
Trochę martwiłem się o Tanya'ę. Wydawała się być taka, nieobecna i pochłonięta myślami. Ciekawe co tam jej chodzi po głowie... A, nie ważne, to nie twoja sprawa Louis! 
-Tanya, mamy dla ciebie pewną propozycję...-Odezwał się mulat.-Przyjdź do nas dziś wieczorem na kolacje i film, co? Będzie nam miło. -Gdy usłyszałem to, w duszy skakałem z radości!  To będzie okazja by ją lepiej poznać! Dobra, powiedziałem jej że jest według mnie piękna i atrakcyjna ale to widzi każdy facet. To nic nie oznacza! Chcę się do niej jak najbardziej zbliżyć. W duchu klękałem na kolanach przed moim przyjacielem, w podziękowaniu za jego propozycję.
-Ooo, wiecie...było by mi miło ale nie chcę wam się narzucać i sprawiać kłopotów...-Gdy to powiedziała moje uczucia się zmieszały. Zaskoczenie z kapką paniki...
-Ależ to żaden kłopot! U nas goście mile widziani! Zwłaszcza piękne panie...-Powiedział...Hazza. To już mnie denerwowało. Chce walczyć? Dobrze! Będzie miał wojnę...Jeszcze zobaczy ten kasanowa. 









**************************
Taki krótki rozdział ;) .I jak wam się podoba co? Widzę że liczba wyświetleń z każdym rozdziałem dość szybko się powiększa więc chyba raczej tak... Ale mogę od was wydusić choć jeden komentarz? Było by mi od razu lepiej a wena by powróciła z hukiem. Hehehehe...Ale na serio, przeglądacie, zostawcie komentarz pliiiis :( .

                                                                                                                               Wasza blogereczka ;)
                                                                                                                                                  Dinmy08

poniedziałek, 14 lipca 2014

PRZEPRASZAM!!!!

Słuchajcie, przepraszam bardzo że tak długo nie pojawiają się rozdziały, ale moja klawiatura się popsuła+byłam na 9 dni nad morzem. Tak więc, do jutra powinien pojawić się nowy rozdział i jak dam radę to wezmę laptopa gdy znów wyjadę czyli w środę. Jak mi się nie uda to was oczywiście poinformuję :*
                                              
                                                                                                                           Kooocham was miśki <33
                                                                                                                                               Dinmy08

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 1

Louis na słowa Daniela ( mojego szefa ) zaśmiał się krótko a po chwili spojrzał na mnie.
-Ja już mam dziewczynę dla siebie.-Uśmiechnął się do mnie lekko a ja spaliłam buraka. Ten chłopak robił ze mną co chciał! Ale nie dam się mu. Jestem silna, i jakiś tam byle gwiazdor z jakiegoś zespoliku nie będzie przejmował nade mną kontroli!
-Spokojnie! Muszę jeszcze poznać resztę wspaniałej piątki !-Uśmiechnęłam się i puściłam Louis'owi oczko a ten tylko pokręcił głową i zaczął się śmiać.
-Ok, po pracy podjadę po ciebie i poznasz resztę wspaniałej piątki. A Daniel, wybór tancerek przełóżmy na jutro ok?-Powiedział chłopak na koniec zwracając się do mego szefa.
-Oczywiście, nie ma problemu. Dla mych ulubionych klientów wszystko.-I uśmiechnął się szeroko. Nie ma to jak podlizywanie się...
-To o której kończysz?-Zapytał się mnie Tomlison w ogóle nie zwracając uwagi na mego szefa.
-O szesnastej.-Powiedziałam bez cienia entuzjazmu.
-Dobra, będę po ciebie. Do zobaczenia.- Powiedział idąc tyłem w stronę drzwi i puścił mi oczko.
-Do zobaczenia.-I zrobiłam to samo. Po chwili chłopaka nie było. Spojrzałam na Daniela który był zachwycony tym że owy chłopak znowu zaproponował współpracę.
-Daniel, o jaki zespół chodzi? Bo Louis'a jakoś nie kojarzę. Chyba nigdy go na oczy nie widziałam, zwłaszcza w tv.-Zapytałam szefa bardzo zaciekawiona. A jeśli on jest sławny? A co jeśli ma dziewczynę? O nie, uspokój się Tanya! Nie ma takiej opcji byś w ogóle miała jakiekolwiek szanse u niego plus, on ci się nie podoba, tak?!To tylko jakiś gwiazdor, oni tak działają na wszystkie dziewczyny!
-Jak to nie znasz?! Ich zespół jest znany na całym świecie! Wydano dwie książki o nich i mają trzy płyty na koncie!- I tego właśnie się obawiałam.- Nazywają się One Direction.-Chmmm, nic mi to nie mówi. Zaraz zajrzę do mojego kumpla google.
-Nie znam. Ja nie interesuję się muzyką pop, dobrze wiesz. Ja żyję hip-hopem, electro, dubstepem! A nie jakieś piosenki o miłości, imprezach, złamanym sercu i seksie których słowa nie mają sensu. Wolę szybkie rytmy przy których można się wybawić.-Uśmiechnęłam się, a szef trochę oburzony słuchał mej wypowiedzi dokładnie.
-No wiem wiem. Ale to niemożliwe byś ich nie znała! Ich wywiady, koncerty, teledyski są pokazywane na większości kanałach muzycznych! 
-No jak widać jestem upośledzona medialnie.-Zaśmiałam się.
-No chyba tak. Wiesz za ile będzie reszta ekipy?
-Powinni być w ciągu dziesięciu minut.-Powiedziałam do szefa spoglądając na zegarek. No i nie myliłam się. Po niecałych pięciu minutach zebrała się reszta składu. Zaczęliśmy ćwiczyć nowe ruchy i powtarzaliśmy stare układy.Niedługo mamy finał ogólnokrajowego i musimy wszystko powtarzać by wyszło perfekcyjnie.

Wybiła szesnasta, godzina mego sądu. Miałam poznać resztę jakże wspaniałego One Direction. Poszłam z dziewczynami do szatni by wziąć prysznic i się ubrać. Gdy wyszłam przed budynek. Zauważyłam już Tomlisona, stojącego przy swoim porshe w okularach i kapturze. Lekko zaśmiałam sie na widok rozglądającego się i lekko przestraszonego Louisa. Widocznie nie miał ochoty na bliskie spotkania z fanami i fotoreporterami.  Szybkim krokiem podeszłam do niego i szturchnęłam go łokciem by zszedł na ziemie.
-Co, ałłłł!-Krzyknął Tomlison na co zaśmiałam się głośno.
-Jak tak boisz się tych fotografów to wsiadaj za kierownice i zabieraj mnie stąd.-Powiedziałam uśmiechając się lekko na co on zaśmiał się i wsiadł na miejsce kierowcy. Chwilę później przypomniałam sobie że mam własny samochód i nie zostawię go tu bo nie będę miała czym pojechać do pracy jutro.
-Ugh, Louis ja pojadę za tobą. Mam tu swój samochód i nie zostawię go tu bo nie będę miała czym pojechać do pracy!-powiedziałam powoli odchodząc w stronę swojego czerwonego kabrioletu.
-Ok, jedź tuż za mną. Nie mam zamiaru później po ciebie wracać.-Powiedział chłopak i zaśmiał się a ja wytknęłam mu język.Weszłam  do samochodu włożyłam kluczyki w stacyjkę i po chwili stałam za Louis'em. Zobaczyłam w jego lusterku że otwiera szybę, i z szeroko otwartą buzią wpatruje się moją miłość, czerwoną jak krew. Ja tylko się zaśmiałam i zatrąbiłam by w końcu ruszył.
Na miejscu byliśmy po dziesięciu minutach. Nie było żadnego problemu jeśli chodzi o drogę. Przed domem stały cztery pojazdy. Na szczęście ja i Louis jakoś się wcisnęliśmy .Gdy wyszłam z samochodu, oniemiałam. Dom był wielki a za domem było widać skrawek basenu. Był bardzo nowoczesny i ładny. Podobało mi się tu bardzo. Louis jak dżentelmen wpuścił mnie pierwszą do środka. Posłuchałam go i gdy weszłam do ich domu od razu zaczęłam się rozglądać. W środku było po prostu... świetnie! Różne kolory i biel, świetnie się ze sobą łączyły. Nie no, muszę wziąć od nich numer projektanta wnętrz.
-Poczekaj chwilę, pójdę po resztę wspaniałej piątki.-Uśmiechnął się szeroko a ja się cicho zaśmiałam. 
-Ok, czekam.-Powiedziałam i wysłałam mu buziaka w powietrzu a on udawał że łapie go w rękę.Po sekundzie chłopak zniknął. Byłam ciekawa reszty zespołu. Może któryś wpadnie mi w oko... Co?! Ciebie chyba pogięło. Masz z nimi pracować, a nie randkować, zwłaszcza że już i tak Louis zaczyna ze mną flirtować...albo robię sobie jakąś głupią nadzieję, albo robię nadzieję jemu. Z rozmyśleń wyrwały mnie rozmowy które stawały się coraz głośniejsze i kroki. Nagle wszystko ucichło. Spojrzałam przed siebie i zorientowałam się że już nie znajduję sie w pokoju sama. Przede mną stało czterech, naprawdę przystojnych chłopaków o nieprzyzwoitej i nieskazitelnej urodzie. Zlustrowałam każdego po kolei wzrokiem. Każdy z nich miał dość... intrygującą minę. Mulat, o kruczoczarnych, gęstych włosach i kawowych tęczówkach jeździł po mnie wzrokiem z nieokreśloną miną. Trochę uśmiechu i chyba zdziwienia. Blondyn o jasnoniebieskich tęczówkach i okrągłej buźce stał z otwartą buzią na oścież i chyba zaczął się...ślinić?! Brunet o ciemnych tęczówkach i kilkudniowym zarostem który dodawał mu męskości, po prostu gapił się ze wzrokiem pełnym podziwu i pożądania. I na koniec, na przeciwko mnie stał chłopak z ciemnymi loczkami, które jak widać były poddane próbie wyprostowania, miał zielone, piękne, hipnotyzujące tęczówki które jak najbardziej pasowały do twarzy która na pierwszy rzut oka pisała mu opinie grzecznego chłopca. On patrzał z coraz większym uśmiechem na ustach. Po chwili złapaliśmy kontakt wzrokowy na co szybko odwróciłam wzrok i lekko sie zarumieniłam.
-Hghmmmm-Przerwał ciszę  Louis któremu ona najwidoczniej nie za bardzo odpowiadała. -Chłopaki, poznajcie Tanya'e. Tanya, to jest Zayn- Mulat o czarnych włosach.-, Liam- Brunet z męskim zarostem-Harry-Loczek o pięknych, zielonych oczach.- i Niall- Blondyn o niebieskich tęczówkach.
-Miło mi-Uśmiechnęłam się do czwórki "modeli" i po kolei podałam każdemu z osobna rękę. Zdziwiło mnie powitanie ostatniej osoby, Harry'ego mianowicie. Zamiast normalnie uścisnąć mi dłoń, ujął ją delikatnie i pocałował zewnętrzną stronę mojej dłoni jak dżentelmen, nie spuszczając mnie z wzroku. Zarumieniłam sie lekko na gest chłopaka ale po chwili się otrząsnęłam z błogiej krainy marzeń, snów i rozmyślań. 
-To co, zapraszamy. Czuj sie jak u siebie. U góry po lewej łazienka, na wprost kuchnia a po prawej salon.-Zaczął mnie oprowadzać Niall. Po chwili byliśmy już w dużym, przestrzennym pomieszczeniu. Było ono urządzone tak jak w przedpokoju, różne barwy i duży akcent bieli przez co pomieszczenie optycznie wydawało się jeszcze większe. Na środku stała duża, jasna sofa a po bokach dwa fotele. Naprzeciw sofy znajdowała się duża plazma i xbox.  Pomiędzy nimi stał szklany stolik do kawy na którym leżało pełno gazet, płyt, papierów itp. Na ścianach widniały różne nagrody i zdjęcia nijakiego One Direction. 
-Wow, musicie mi dać numer waszego projektanta wnętrz!-Powiedziałam nadal zachwycając się idealnym doborem kolorów i dodatków w pokoju a chłopcy zaczęli się śmiać. Rozsiedliśmy się w dużym pokoju, i zapadła trochę krępująca cisza.
-Więc... od kiedy mieszkasz w Los Angeles?-Odezwał się Zayn, ratując mnie  z tej niezręcznej ciszy. Dziękuje ci, mój wybawco!!!!
                                                                ***Louis***
Wkurzał mnie Harry. To jak na nią patrzał, jak się do niej zwracał, no nie wytrzymam! Wiem jaki on jest, i wiem że gdyby Tanya bardziej by się zaangażowała w ich relacje, on by po chwili ją zostawił dla jakiejś pierwszej, lepszej dziwki raniąc ją przy tym. Nie pozwolę, by ją skrzywdził! Oczywiście, to mój przyjaciel ale wiem dobrze, jak on traktuje kobiety, najdłuższy jego związek, to jego i Taylor a on po zerwaniu poszedł na imprezę a tam już dobierał się do innej!!! Tanya zasługuje na prawdziwą miłość, a nie na przelotny seks z kobieciarzem. Z rozmyślań wyrwało mnie pytanie Zay'a do Tany'i :
-Więc... od kiedy mieszkasz w Los Angeles?-Zapytał Mulat obiektu moich westchnień.
-Od trzech lat. Mieszkam sama, w tym wielkim domu, trochę nudno i smutno ale obok mieszka mój przyjaciel.-Jak to sama?! Współczuję jej, nie jest przyjemnie mieszkać samemu, a widząc po jej minie, nie za dobrze to znosi...
-Współczuję ci, ale tak schodząc z tematu, jak nie stąd, to skąd pochodzisz?-Zapytał Niall.
-Pochodzę z Hiszpanii, jestem Latynoską ale od piątego roku życia mieszkałam z matką w Londynie. Później się przeprowadziłam do LA.-Wytłumaczyła dziewczyna. Było słychać w jej mowie hiszpański akcent, co było przeurocze.
-A więc Latynoska. To by wyjaśniało tą nieziemską urodę-Uśmiechnął się uwodzicielsko Hazz a dziewczyna się zarumieniła. No nie no błagam. Zaraz mnie pobierze...
                                                                  ***Harry***
Z tej Tany'i jest niezła laska. Jak tak na nią patrzę, to chętnie bym ją wyruchał. Ale też widzę jak Louis na nią patrzy a ona na niego. Gdybym mu odebrał dziewczynę to by było niesprawiedliwie więc się odsunę, ale poflirtować nie zaszkodzi co nie?

środa, 11 czerwca 2014

Prolog

Miałam poukładane życie, bez żadnych niespodzianek. Mam dom w LA, a tam pracę jako tancerka wynajmowana na koncerty przeróżnych gwiazd, więc kłamać nie będę, kasy mam sporo. Ze znajomymi z pracy zawsze po koncercie chodzimy wszyscy razem do klubu tanecznego i podbijamy parkiet jako zespół. Nazywa się ""The Last night of My Life", powstał on kilka tygodni po tym jak przeprowadziłam się do słonecznego, pięknego i tętniącego życiem Los Angeles z deszczowego i szarego Londynu, w którym mieszkałam z mamą od razu po śmierci mojego ojca, z którym mieszkałyśmy w Hiszpanii gdzie się urodziłam i wychowałam do wieku pięciu lat. Wtedy właśnie mój ojciec zmarł na raka. To niby taka oczywista śmierć, miliony ludzi mieli tak samo, ale moja matka do teraz się z tym nie pogodziła. Noc w noc, przez piętnaście lat słuchałam jak płacze po nocach, i obolewała tą stratę. Nie wiem co teraz się z nią dzieje, bo od kiedy wyprowadziłam się z Londynu moja matka cały czas jest na mnie zła, obrażona że ją zostawiłam. Od dwóch lat mieszkam w LA a od roku matka się do mnie nie odzywała. Nie wybaczyła mi nadal tamtej rozmowy. Naszej ostatniej rozmowy. Nie wspominam jej, bo ilekroć ją przywołuje do myśli łzy same natarczywie napływają mi do oczu a każde wypowiedziane przez nas oby dwie słowa automatycznie mi pogarszają nastrój. Pamiętam jakby to było wczoraj...


10.07.2013r.

Moja matka zadzwoniła do mnie, pierwsza więc się lekko zdziwiłam bo to zawsze ja musiałam dzwonić dziesięć razy by w końcu odebrała.
-Hej, mamo? Coś się stało?-Zapytałam z niepokojem w głosie.
-Można tak powiedzieć, ale wyjaśnię ci jak będziesz na miejscu.
-Na miejscu?! O czym ty mówisz?!-Uniosłam głos, bo ta rozmowa coraz bardziej przestała mi się podobać.
-No tak, powinnam cię wpierw uprzedzić o moich planach. Córeczko, chcę byś wróciła do Londynu, do mnie.
-Co?! Nie ma mowy! Mam tu pracę, dom, przyjaciół...-Nie mogłam dokończyć bo moja rodzicielka mi przerwała.
-A powiedz mi czego tam NIE MASZ?-Zaakcentowała ostatnie dwa słowa- Nie masz tam rodziny, i nie masz kogoś, kto by cię wspierał, kochał i traktował tak jak na to zasługujesz. A nie, tego całego twojego Troya.
-Do czego zmierzasz?-Zapytałam już na granicach wytrzymałości.
-Tanya, wczoraj do Londynu przyjechał On. Pytał się o ciebie i powiedział że mu głupio że tak postąpił i chciał byś...-Nie dałam dokończyć mojej "matuli" bo rodziła się we mnie furia.
-Nie! Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie wrócę do Londynu i tym bardziej nie wrócę do niego! Nie pamiętasz jak się przez niego czułam?! Nie pamiętasz jak nie spałaś prawie całą noc, tylko uspokajałaś mnie przy każdym koszmarze bo krzyczałam na cały dom?! Ja go mamo przyłapałam na zdradzie a ty jeszcze go bronisz?! Nie chcę mieć z nim nic wspólnego i to uszanuj. Mam go dosyć, bo przez niego zmarnowałam sobie cztery lata życia! A i dla twojej wiadomości, zerwałam z Troyem, bo zaczął popadać w nałogi i złe towarzystwo, przez co się zmienił. Ale wiesz co różni moje rozstanie z Troyem od rozstania z Bradleyem? To że z Troyem uzgodniliśmy to na spokojnie i jesteśmy nadal przyjaciółmi. A Brad?! Przez cztery lata wmawiał mi że mnie kocha, a później co? Nakrywam go z jakąś pustą, laską jak się obściskują w klubie! I najlepsze jest w tym wszystkim to, że on to zrobił to świadomie, a okazało się że laska była tak pijana, że jak z nim zerwałam a on przyleciał do niej by się pocieszyć, ona go nie pamiętała! I to mnie zawsze rozbawiało. I to jedyna moja pozytywna myśl w tym wszystkim. Nie wiem czemu go bronisz, ale on na pewno nie spełnia żadnych warunków które wymieniłaś. Ja i tak nie mogłabym mu drugi raz zaufać. Po prostu nie potrafiłabym i tyle. I nie decyduj za mnie, za moimi plecami dobrze?! Nie życzę sobie byś mi męża szukała, jeszcze patrząc na to ze twój kandydat to mój ex którego wręcz nienawidzę.
-Ale Tanya! Ty musisz do niego wrócić! On naprawdę żałuje, chciałby cię odzyskać. Naprawdę, to widać że on cie nadal kocha! Widzę to w jego oczach!- I nagle moja rodzicielka zorientowała się ze powiedziała o kilka słów za dużo bo rozpoznałam dźwięk ręki, z plaskiem padającej na jej usta.
-Jak to widzisz? Mamo, czy może przypadkiem Brad nie jest u ciebie i przysłuchuje się naszej rozmowie?-Gotowało się we mnie a w słuchawce panowała cisza. Już miałam coś zacząć krzyczeć ale nagle ktoś przejął słuchawkę i zaczął mówić.
-Halo? Tanya...-Usłyszałam Ten głos. Lekko zachrypnięty, niski głos już dorosłego, chłopaka? W którym jeszcze kilka lat temu tak się zatracałam, nie mogąc oderwać słuchu od jego jakże męskiego głosu. Jak i oczu od jego nieziemskiej i nieskazitelnej urody.Jego ciemne, brązowe loczki które opadały mu na czoło w nieładzie co dodawało mu urody, jeszcze ciemniejsze oczęta, w które wpatrywałam się godzinami. Były one duże, jak u małego dziecka przez co przybywało mu uroku. I ta jego zgrabna, umięśniona sylwetka w którą się wtulałam prawie każdej nocy zasypiając obok niej.
STOP. Nie możesz teraz tak o Nim myśleć. To zwyrodnialec i potraktował cię jak szmatę. 
-Nie chcę z tobą rozmawiać Bradley! Nienawidzę cię i nie wrócę do ciebie, zapomnij! Mam prawo być na ciebie wściekłą. Mało tego, ja mam cię ochotę udusić, za to jak mnie zraniłeś i że zmarnowałeś mi cztery lata życia sukinsynie!-Już nie panowałam nad sobą. Krzyczałam ile wlezie, bo byłam na serio wściekła że urządzają se za moimi plecami jakieś plany jak by przekonać mnie do tego bym wróciła do tego skurwiela!Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać.
-Tanya, wiem że cię skrzywdziłem i bardzo tego żałuje. Chciałbym cofnąć czas i jakoś nie dopuścić do tego co wydarzyło się między mną a tą dziewczyną w tym klubie. Musisz mi uwierzyć, kocham cię i nic i nikt tego nie zmieni. Nie wiedziałem że się wyprowadziłaś bo z zespołem mieliśmy koncerty więc nie miałem okazji dopytać o ciebie kogoś ze znajomych lub rodziny. Gdybym wiedział, od razu bym przyleciał do ciebie i błagał, nawet na kolanach byś do mnie wróciła. Proszę, daj mi szansę i wróć do Londynu.
-Nie, Bradley. Nie umiałabym ci zaufać drugi raz. I mam tu pracę, przyjaciół, dom. Nie mogę wszystkiego tak zostawić! I mam dosyć Londynu, po prostu nienawidzę tego miasta. Daj mi moją mamę a ciebie żegnam.
-Ale...-Chciał coś powiedzieć ale mu przerwałam.
-Powiedziałam wszystko co miałam ci do powiedzenia, a teraz daj mi moją matkę do telefonu.
-Halo?- Po dziesięciu sekundach odezwała się ma rodzicielka.
-Musiałaś nie? Musiałaś się wtrącić, musiałaś wszystko popsuć. Nie mam zamiaru wracać do Londynu a Bradleya mam gdzieś. Przyjmij to do świadomości że nie możesz przez całe życie mną rządzić i mnie kontrolować. Jestem dorosła i sama wiem co jest dla mnie dobre, a twoja pomoc, jeśli chodzi o Bradleya to nie popisałaś się zbytnio. Myślałam że mnie rozumiesz i że wiesz co przeżywałam po rozstaniu z nim. A ty tego nie rozumiesz.-Już zaczęły mi lecieć łzy po policzkach, sprawiając, że me oczy powoli zaczęły się czerwienić i puchnąć.- Ja po prostu ... Ja...Cię... Ugh, nienawidzę cie!-Krzyknęłam z płaczem i się rozłączyłam.




A teraz nie mam z nią kontaktu, dosłownie żadnego. Ona nie dzwoni do mnie, ani ja do niej. Nie myślę o niej bo od razu smutnieję, a nikt nie wie o moich problemach rodzinnych, i nadal nie chcę by ktokolwiek się dowiedział. 
Z rozmyśleń wyrwał mnie alarm, który mówi że pora się zbierać do pracy. Pobiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, po czym rozczesałam, wysuszyłam i jeszcze raz rozczesałam włosy. Owinęłam się ręcznikiem i pobiegłam do garderoby wybrać ciuchy, na dzisiaj. Szybko wybrałam jakiś zestaw i poszłam do pokoju ubrać się. 
Stanęłam przed lustrem i się przejrzałam. Szybko spięłam włosy w niedbałego koka, zgarnęłam telefon, klucze, torebkę i płyty z piosenkami.
Z prędkością światła weszłam do samochodu i przekręciłam kluczyk w stacyjce i ruszyłam w drogę.

Po piętnastu minutach byłam już w budynku mojej pracy. Okazało się że niepotrzebnie się tak śpieszyłam bo nagle dostałam sms-y od każdego z zespołu, że się spóźni i jakoś to tłumaczył. Westchnęłam ciężko na samą myśl że jeszcze przez dobre półtorej godziny będę w tym budynku siedzieć sama jak palec. Po chwili pomyślałam sobie, że mała rozgrzewka się przyda, i przynajmniej jakoś zabiję tym nudę. Poszłam z rzeczami do szatni i przebrałam się w mój strój który zawsze brałam na próby by się nie spocić za bardzo i by było wygodniej tańczyć. Weszłam do dużej, pustej sali pełnej luster. Podeszłam do okna, gdzie znajdywał się odtwarzacz i włożyłam pierwszą płytę. Postanowiłam przećwiczyć parę układów zanim przyjdzie reszta, i może przy okazji przyjdzie mi do głowy jakiś nowy ruch.
I rzeczywiście, po dwudziestu minutach tańca przyszedł mi do głowy nowy ruch.
Powtarzałam go sobie i wiedziałam że coś mi tu nie gra, że czegoś brakuje, i postanowiłam wpleść na koniec obrót. Chciałam wypróbować, i gdy się obróciłam zobaczyłam że ktoś stoi w drzwiach i mi się przygląda. Przeraziłam się i pisnęłam ze strachu na co Ten Ktoś się zaśmiał. Przyjrzałam mu się bardziej,gdy opanowałam strach. Miał ciemne włosy i grzywkę na bok, niebieskie, małe oczka a rysy twarzy jak u rzeźby, gładkie i nieskazitelne.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.-Powiedział nadal lekko rozbawiony chłopak. Wyglądał na mniej więcej mojego wieku.- Szukałem kogoś ale nikogo nie widziałem, a jak usłyszałem muzykę to pomyślałem że jest może nadzieja.-Zaśmiał się. Miał taki piękny uśmiech, widać że często się śmieje bo ma urocze, lekkie zmarszczki od uśmiechu.-Jestem Louis, miło mi.-Przywitał się i podał mi rękę.
-Tanya, mi również.-Uśmiechnęłam się szeroko i podałam mu rękę.
-Tanya? Piękne imię! Nigdy go nie słyszałem.-Zarumieniłam się lekko na słowa chłopaka.
-Dzięki. A jeśli mogę spytać, kogo szukałeś?
-Yyy, czekaj-Zaczął grzebać w kieszeni i wyjął jakąś karteczkę: Szukam nijakiego Jack'a Malowsa.-Szukał mego szefa.
-Ach tak. Szefa na razie nie ma, wszyscy przyjdą dopiero za jakąś godzinę.-Powiedziałam chłopakowi.
-Więc pracujesz tu. No tak, przecież tu pracują sami tancerze, to wyjaśnia to, czemu tańczyłaś tu w sali. Pewnie przeszkodziłem ci w próbie co?-Powiedział lekko speszony chłopak.
-Nie! No co ty. To tylko tak na zabicie nudy, przyda mi się towarzystwo. Jak chcesz, to możesz zostać tu i poczekać na szefa.-Uśmiechnęłam się do chłopaka po czym usiadłam na jednym z krzeseł i zaprosiłam gestem chłopaka by uczynił to co ja.
-A więc, od kiedy tu pracujesz?-Zapytał odważnie mój towarzysz po chwili ciszy.
-Od trzech lat. Pracę załatwił mi mój kolega, którego poznałam jako pierwszego odkąd się tu wprowadziłam. Jest moim sąsiadem.-Uśmiechnęłam się lekko do chłopaka, widząc z jakim zainteresowaniem wsłuchiwał się w moją wypowiedź.
-Aha czyli nietutejsza.- Zaśmiał się cicho.-Jak nie stąd, to skąd  pochodzisz?-Zapytał otwarcie, co mnie trochę zdziwiło co i również ucieszyło. Sama jestem typem otwartego i odważnego człowieka, i nie lubię takich którzy boją się poznawać ludzi.
-Jestem latynoską. Pochodzę z Hiszpanii, ale od piątego roku życia mieszkałam w Londynie z matką. Trzy lata temu przeprowadziłam się do LA.
-Wow, to rzeczywiście nietutejsza! Ale ja ślepy, przecież to od razu widać!-Przeraziłam się monologiem chłopaka. Jak to widać?! Nie rozumiem... Po chwili zlustrował wzrokiem całą mą sylwetkę i po chwili zatonął w mych oczach. Czułam się lekko niezręcznie, i trochę onieśmielona co wykazywały moje lekkie rumieńce na policzkach. Zaraz, ja nigdy się nie rumieniłam! Jak i nigdy nie czułam się w żadnej chwili, w żaden sposób niezręcznie i ani trochę onieśmielona! Co ten chłopak ze mną wyprawiał?! Jego tęczówki wywiercały dziurę w moim mózgu doprowadzając do tego że przestałam myśleć.- Przecież to niemożliwe żeby tak piękna dziewczyna była zwykłą amerykanką! Latynoski mają taką specyficzną urodę, mają w sobie taki urok jak żadna inna. A twoja uroda po prostu oślepia. Nigdy nie widziałem tak porażająco pięknej kobiety jak ty. I jeszcze jesteś taka otwarta, zabawna, odważna i te twoje urocze rumieńce na policzkach.- I w tym momencie dotknął mojego policzka prawą ręką zewnętrzną stroną palców nadal patrząc mi w oczy.-Oderwać od ciebie nie mogę wzroku odkąd tu przyszedłem , wiem że znamy się dopiero zaledwie dziesięć minut, ale chciałbym cię lepiej poznać. Sorry że tak prosto z ostu ale taki jestem. Co poradzić.-Uśmiechnął się do mnie szeroko, ukazując szereg idealnych, śnieżnobiałych zębów. Zamarłam. Widok jego uśmiechu, kurwa czy ten koleś występuje w reklamie colgate?!
-Wiesz, nie przeszkadza mi że jesteś tak otwarty. Sama taka jestem i nie przeszkadza mi to. I też chętnie poznałabym cię lepiej.-Odwzajemniłam uśmiech najlepszym na jaki było mnie stać. W tym momencie do sali wparował mój "drogi" szef. Wprawdzie lubię go bardzo, przyjaźnimy się ale nienawidzę go za to że przerwał mi i Louis'owi.
-O, Tomlison przepraszam że musiałeś tyle czekać, ale miałem małe problemy i...-Nie mógł dokończyć bo przerwał mu chłopak.
-Nie ma sprawy, rozumiem. I całkiem fajnie spędziłem ten czas.- I wtedy spojrzał na mnie. Szef także skierował swe narządy wzrokowe w moją stronę z miną  pełną pochwały i szczęścia.
-To dobrze, to co. Tym razem jakie plany na przyszły koncert?-Zapytał szef chłopaka.
-Potrzebujemy pięciu tancerek i w tło resztę ekipy.  Mamy promować nową płytę "Midnight Memories" i chcemy by każdy z nas miał jakąś tancerkę jako towarzyszkę. Dziewczyna będzie tańczyła z chłopakiem  i będą się zachowywali jak para.-I wtedy dosłownie oniemiałam. Miałam ciche nadzieje że szef wybierze mnie na towarzyszkę Louis'a. 
-Bardzo ciekawe i oryginalne.Ale i świetne! Zaraz przyjedzie reszta to wybierzesz tancerki i później obgadacie kto z kim... No wiecie!