niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 1

Louis na słowa Daniela ( mojego szefa ) zaśmiał się krótko a po chwili spojrzał na mnie.
-Ja już mam dziewczynę dla siebie.-Uśmiechnął się do mnie lekko a ja spaliłam buraka. Ten chłopak robił ze mną co chciał! Ale nie dam się mu. Jestem silna, i jakiś tam byle gwiazdor z jakiegoś zespoliku nie będzie przejmował nade mną kontroli!
-Spokojnie! Muszę jeszcze poznać resztę wspaniałej piątki !-Uśmiechnęłam się i puściłam Louis'owi oczko a ten tylko pokręcił głową i zaczął się śmiać.
-Ok, po pracy podjadę po ciebie i poznasz resztę wspaniałej piątki. A Daniel, wybór tancerek przełóżmy na jutro ok?-Powiedział chłopak na koniec zwracając się do mego szefa.
-Oczywiście, nie ma problemu. Dla mych ulubionych klientów wszystko.-I uśmiechnął się szeroko. Nie ma to jak podlizywanie się...
-To o której kończysz?-Zapytał się mnie Tomlison w ogóle nie zwracając uwagi na mego szefa.
-O szesnastej.-Powiedziałam bez cienia entuzjazmu.
-Dobra, będę po ciebie. Do zobaczenia.- Powiedział idąc tyłem w stronę drzwi i puścił mi oczko.
-Do zobaczenia.-I zrobiłam to samo. Po chwili chłopaka nie było. Spojrzałam na Daniela który był zachwycony tym że owy chłopak znowu zaproponował współpracę.
-Daniel, o jaki zespół chodzi? Bo Louis'a jakoś nie kojarzę. Chyba nigdy go na oczy nie widziałam, zwłaszcza w tv.-Zapytałam szefa bardzo zaciekawiona. A jeśli on jest sławny? A co jeśli ma dziewczynę? O nie, uspokój się Tanya! Nie ma takiej opcji byś w ogóle miała jakiekolwiek szanse u niego plus, on ci się nie podoba, tak?!To tylko jakiś gwiazdor, oni tak działają na wszystkie dziewczyny!
-Jak to nie znasz?! Ich zespół jest znany na całym świecie! Wydano dwie książki o nich i mają trzy płyty na koncie!- I tego właśnie się obawiałam.- Nazywają się One Direction.-Chmmm, nic mi to nie mówi. Zaraz zajrzę do mojego kumpla google.
-Nie znam. Ja nie interesuję się muzyką pop, dobrze wiesz. Ja żyję hip-hopem, electro, dubstepem! A nie jakieś piosenki o miłości, imprezach, złamanym sercu i seksie których słowa nie mają sensu. Wolę szybkie rytmy przy których można się wybawić.-Uśmiechnęłam się, a szef trochę oburzony słuchał mej wypowiedzi dokładnie.
-No wiem wiem. Ale to niemożliwe byś ich nie znała! Ich wywiady, koncerty, teledyski są pokazywane na większości kanałach muzycznych! 
-No jak widać jestem upośledzona medialnie.-Zaśmiałam się.
-No chyba tak. Wiesz za ile będzie reszta ekipy?
-Powinni być w ciągu dziesięciu minut.-Powiedziałam do szefa spoglądając na zegarek. No i nie myliłam się. Po niecałych pięciu minutach zebrała się reszta składu. Zaczęliśmy ćwiczyć nowe ruchy i powtarzaliśmy stare układy.Niedługo mamy finał ogólnokrajowego i musimy wszystko powtarzać by wyszło perfekcyjnie.

Wybiła szesnasta, godzina mego sądu. Miałam poznać resztę jakże wspaniałego One Direction. Poszłam z dziewczynami do szatni by wziąć prysznic i się ubrać. Gdy wyszłam przed budynek. Zauważyłam już Tomlisona, stojącego przy swoim porshe w okularach i kapturze. Lekko zaśmiałam sie na widok rozglądającego się i lekko przestraszonego Louisa. Widocznie nie miał ochoty na bliskie spotkania z fanami i fotoreporterami.  Szybkim krokiem podeszłam do niego i szturchnęłam go łokciem by zszedł na ziemie.
-Co, ałłłł!-Krzyknął Tomlison na co zaśmiałam się głośno.
-Jak tak boisz się tych fotografów to wsiadaj za kierownice i zabieraj mnie stąd.-Powiedziałam uśmiechając się lekko na co on zaśmiał się i wsiadł na miejsce kierowcy. Chwilę później przypomniałam sobie że mam własny samochód i nie zostawię go tu bo nie będę miała czym pojechać do pracy jutro.
-Ugh, Louis ja pojadę za tobą. Mam tu swój samochód i nie zostawię go tu bo nie będę miała czym pojechać do pracy!-powiedziałam powoli odchodząc w stronę swojego czerwonego kabrioletu.
-Ok, jedź tuż za mną. Nie mam zamiaru później po ciebie wracać.-Powiedział chłopak i zaśmiał się a ja wytknęłam mu język.Weszłam  do samochodu włożyłam kluczyki w stacyjkę i po chwili stałam za Louis'em. Zobaczyłam w jego lusterku że otwiera szybę, i z szeroko otwartą buzią wpatruje się moją miłość, czerwoną jak krew. Ja tylko się zaśmiałam i zatrąbiłam by w końcu ruszył.
Na miejscu byliśmy po dziesięciu minutach. Nie było żadnego problemu jeśli chodzi o drogę. Przed domem stały cztery pojazdy. Na szczęście ja i Louis jakoś się wcisnęliśmy .Gdy wyszłam z samochodu, oniemiałam. Dom był wielki a za domem było widać skrawek basenu. Był bardzo nowoczesny i ładny. Podobało mi się tu bardzo. Louis jak dżentelmen wpuścił mnie pierwszą do środka. Posłuchałam go i gdy weszłam do ich domu od razu zaczęłam się rozglądać. W środku było po prostu... świetnie! Różne kolory i biel, świetnie się ze sobą łączyły. Nie no, muszę wziąć od nich numer projektanta wnętrz.
-Poczekaj chwilę, pójdę po resztę wspaniałej piątki.-Uśmiechnął się szeroko a ja się cicho zaśmiałam. 
-Ok, czekam.-Powiedziałam i wysłałam mu buziaka w powietrzu a on udawał że łapie go w rękę.Po sekundzie chłopak zniknął. Byłam ciekawa reszty zespołu. Może któryś wpadnie mi w oko... Co?! Ciebie chyba pogięło. Masz z nimi pracować, a nie randkować, zwłaszcza że już i tak Louis zaczyna ze mną flirtować...albo robię sobie jakąś głupią nadzieję, albo robię nadzieję jemu. Z rozmyśleń wyrwały mnie rozmowy które stawały się coraz głośniejsze i kroki. Nagle wszystko ucichło. Spojrzałam przed siebie i zorientowałam się że już nie znajduję sie w pokoju sama. Przede mną stało czterech, naprawdę przystojnych chłopaków o nieprzyzwoitej i nieskazitelnej urodzie. Zlustrowałam każdego po kolei wzrokiem. Każdy z nich miał dość... intrygującą minę. Mulat, o kruczoczarnych, gęstych włosach i kawowych tęczówkach jeździł po mnie wzrokiem z nieokreśloną miną. Trochę uśmiechu i chyba zdziwienia. Blondyn o jasnoniebieskich tęczówkach i okrągłej buźce stał z otwartą buzią na oścież i chyba zaczął się...ślinić?! Brunet o ciemnych tęczówkach i kilkudniowym zarostem który dodawał mu męskości, po prostu gapił się ze wzrokiem pełnym podziwu i pożądania. I na koniec, na przeciwko mnie stał chłopak z ciemnymi loczkami, które jak widać były poddane próbie wyprostowania, miał zielone, piękne, hipnotyzujące tęczówki które jak najbardziej pasowały do twarzy która na pierwszy rzut oka pisała mu opinie grzecznego chłopca. On patrzał z coraz większym uśmiechem na ustach. Po chwili złapaliśmy kontakt wzrokowy na co szybko odwróciłam wzrok i lekko sie zarumieniłam.
-Hghmmmm-Przerwał ciszę  Louis któremu ona najwidoczniej nie za bardzo odpowiadała. -Chłopaki, poznajcie Tanya'e. Tanya, to jest Zayn- Mulat o czarnych włosach.-, Liam- Brunet z męskim zarostem-Harry-Loczek o pięknych, zielonych oczach.- i Niall- Blondyn o niebieskich tęczówkach.
-Miło mi-Uśmiechnęłam się do czwórki "modeli" i po kolei podałam każdemu z osobna rękę. Zdziwiło mnie powitanie ostatniej osoby, Harry'ego mianowicie. Zamiast normalnie uścisnąć mi dłoń, ujął ją delikatnie i pocałował zewnętrzną stronę mojej dłoni jak dżentelmen, nie spuszczając mnie z wzroku. Zarumieniłam sie lekko na gest chłopaka ale po chwili się otrząsnęłam z błogiej krainy marzeń, snów i rozmyślań. 
-To co, zapraszamy. Czuj sie jak u siebie. U góry po lewej łazienka, na wprost kuchnia a po prawej salon.-Zaczął mnie oprowadzać Niall. Po chwili byliśmy już w dużym, przestrzennym pomieszczeniu. Było ono urządzone tak jak w przedpokoju, różne barwy i duży akcent bieli przez co pomieszczenie optycznie wydawało się jeszcze większe. Na środku stała duża, jasna sofa a po bokach dwa fotele. Naprzeciw sofy znajdowała się duża plazma i xbox.  Pomiędzy nimi stał szklany stolik do kawy na którym leżało pełno gazet, płyt, papierów itp. Na ścianach widniały różne nagrody i zdjęcia nijakiego One Direction. 
-Wow, musicie mi dać numer waszego projektanta wnętrz!-Powiedziałam nadal zachwycając się idealnym doborem kolorów i dodatków w pokoju a chłopcy zaczęli się śmiać. Rozsiedliśmy się w dużym pokoju, i zapadła trochę krępująca cisza.
-Więc... od kiedy mieszkasz w Los Angeles?-Odezwał się Zayn, ratując mnie  z tej niezręcznej ciszy. Dziękuje ci, mój wybawco!!!!
                                                                ***Louis***
Wkurzał mnie Harry. To jak na nią patrzał, jak się do niej zwracał, no nie wytrzymam! Wiem jaki on jest, i wiem że gdyby Tanya bardziej by się zaangażowała w ich relacje, on by po chwili ją zostawił dla jakiejś pierwszej, lepszej dziwki raniąc ją przy tym. Nie pozwolę, by ją skrzywdził! Oczywiście, to mój przyjaciel ale wiem dobrze, jak on traktuje kobiety, najdłuższy jego związek, to jego i Taylor a on po zerwaniu poszedł na imprezę a tam już dobierał się do innej!!! Tanya zasługuje na prawdziwą miłość, a nie na przelotny seks z kobieciarzem. Z rozmyślań wyrwało mnie pytanie Zay'a do Tany'i :
-Więc... od kiedy mieszkasz w Los Angeles?-Zapytał Mulat obiektu moich westchnień.
-Od trzech lat. Mieszkam sama, w tym wielkim domu, trochę nudno i smutno ale obok mieszka mój przyjaciel.-Jak to sama?! Współczuję jej, nie jest przyjemnie mieszkać samemu, a widząc po jej minie, nie za dobrze to znosi...
-Współczuję ci, ale tak schodząc z tematu, jak nie stąd, to skąd pochodzisz?-Zapytał Niall.
-Pochodzę z Hiszpanii, jestem Latynoską ale od piątego roku życia mieszkałam z matką w Londynie. Później się przeprowadziłam do LA.-Wytłumaczyła dziewczyna. Było słychać w jej mowie hiszpański akcent, co było przeurocze.
-A więc Latynoska. To by wyjaśniało tą nieziemską urodę-Uśmiechnął się uwodzicielsko Hazz a dziewczyna się zarumieniła. No nie no błagam. Zaraz mnie pobierze...
                                                                  ***Harry***
Z tej Tany'i jest niezła laska. Jak tak na nią patrzę, to chętnie bym ją wyruchał. Ale też widzę jak Louis na nią patrzy a ona na niego. Gdybym mu odebrał dziewczynę to by było niesprawiedliwie więc się odsunę, ale poflirtować nie zaszkodzi co nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz